środa, 12 listopada 2014

Episode #1

Moją historię można opisać w zaledwie kilku słowach: urodziłam się, przeżyłam swoje i zgasłam jak wiele innych gwiazd na tym świecie. Żyłam jak każda inna gwiazda: krótko. Właściwie nie było w tym nic dziwnego - przecież taka jest kolej rzeczy!
W każdym razie najważniejszym elementem życia gwiazdy było świecenie. Jedne bardziej promieniowały blaskiem, inne zaś mniej. A z tego, co wywnioskowałam ze słów moich przyjaciół, świeciłam mocniej niż inne gwiazdy.
Jestem najjaśniejszą gwiazdą we wszechświecie.
Jestem gwiazdą, której przyszło zakochać się w komecie.

Czasami takie rzeczy mogą się tu pojawiać - bardzo krótkie scenki czy przemyślenia, które czasami mi przychodzą w najmniej oczekiwanych momentach do głowy:)

wtorek, 25 lutego 2014

It's a feeling in my soul ~ 2

"...Każdy nowy dzień,
opleciony skrzydłami marzeń,
daje nam iskrę, by marzyć i żyć..."

Obudził mnie jakiś odgłos.
Odruchowo podniosłam głowę z poduszki i ogarnęłam wzrokiem moją sypialnię na poddaszu, która jeszcze całkiem tonęła w mroku.
Bum - coś uderzyło w okno.
- Kto jest takim debilem? - westchnęłam, próbując wydostać z pościeli, która podczas snu owinęła się wokół mnie, tworząc gruby kokon. Po kilku nieudanych próbach wreszcie udało mi się wyswobodzić z żelaznego uścisku pierzyny, spadając przy tym na podłogę.
Bum - to kamień uderzył w szybę.
Podniosłam się z dywanu i po omacku doszłam do okna. Po kilku sekundach szarpania się z zamkiem, stary mechanizm wreszcie puścił, a okiennice rozwarły się na oścież z głośnym piskiem, wpuszczając do pokoju księżycową poświatę oraz lodowaty wiatr.
To była zdecydowanie magiczna noc. Księżyc świecił pełnią swego blasku, a gwiazdy mrugały wesoło na nocnym niebie.
Która to była godzina?
Spojrzałam w dół i niemal natychmiast rozpoznałam postać opartą nonszalancko o konar niskiego jesionu. Nieznajomy uniósł wzrok, a jego granatowe oczy zalśniły w ciemności niczym dwie gwiazdy.
Uśmiechnęłam się do niego, chociaż zapewne nie mógł zobaczyć tego uśmiechu.
- Seiya?! - krzyknęłam na całe gardło, a stado kruków, przestraszonych moim krzykiem, wzbiło się w powietrze. Po chwili ciemne skrzydła zlały się z mrokiem nocy.

***
Było wpół do szóstej, kiedy woda w czajniku się zagotowała i mogłam zaparzyć dwie filiżanki mocnej kawy.
- Ile chcesz cukru? - zwróciłam się do długowłosego chłopaka wciśniętego na krześle pomiędzy lodówką a kuchenną szafką.
- Nie chcę - odparł, bawiąc się ciemnymi kosmykami swoich włosów. - Piję tylko gorzką - dodał i posłał w moją stronę najszerszy uśmiech, jaki kiedykolwiek w życiu widziałam.
Postawiłam przed nim filiżankę pełną czarnego i ciepłego płynu i usiadłam na krześle naprzeciwko niego.
- Zawsze się tak uśmiechasz? - spytałam, cały czas mieszając łyżeczką kawę, chociaż cukier na pewno już się rozpuścił kilka dobrych minut wcześniej.
- Tak - odpowiedział Kou. - Yaten ciągle mówi, że muszę coś ćpać, skoro się tak szczerzę - dodał i pociągnął łyk kawy z filiżanki w czerwone maki; po chwili jego twarz przeszył straszliwy grymas.
- Aż taka straszna? - roześmiałam się.
- Mam ci powiedzieć złą prawdę czy palnąć na poczekaniu jakieś drobne kłamstwo, żebyś się nie obraziła, kiedy wyrażę własne zdanie? - odpowiedział pytaniem na pytanie ciemnooki.
- Wal prosto z mostu, mój drogi kolego!
Seiya na moment przybrał pełną zamyślenia pozę, po czym podniósł jedną rękę i odpowiedział całkiem spokojnym, lecz przezabawnym tonem:
- To jest najgorsza kawa, jaką piłem w życiu! Czy ty kiedykolwiek przedtem parzyłaś kawę, dziewczyno?
Musiałam zakryć dłonią usta, żeby nie wybuchnąć śmiechem.
- Hmm, jakby powiedzieć: to był mój pierwszy raz - odpowiedziałam. - Nie miałam nigdy zbyt wielu gości tutaj, więc kawa sobie tak stała w kredensie, aż się pojawiłeś ty i musiałam jakoś cię ugościć. Zrobiłabym ci herbatę, ale... pomyślałam sobie: "Herbata taka zwyczajna, angielska... Przecież teraz wszyscy piją kawę, a nie tam jakiś napój herbaciany!" To zrobiłam kawusię - zakończyłam i spojrzałam w stronę Seiyi. Na jego twarzy widniał szeroki "banan" (czyli uśmiech), a oczy błyszczały się mu, jakby zamiast nich miał dwie, jaśniutkie gwiazdeczki. Nie! Komety! Tak, parę malusieńkich kometek o ogonach z gwiezdnego pyłu.
- Ja... Ja myślę, że cokolwiek byś zrobiła dla mnie, byłoby wspaniałe niezależnie od smaku i jakości - powiedział, wymawiając każde słowo z należytą delikatnością i wyrazistością.
I nagle zobaczyłam, ze te jego oczy wcale nie były takami zwyczajnymi kometami. W tej chwili biła od nich mądrość, spokój i troska.
"Wiesz, Seiya, znamy się zaledwie dzień, a ja cię już tak bardzo lubię. Tylko jak ci to powiedzieć?"
- Może zrobimy śniadanie, co? - zagadnęłam go, odpędzając od siebie te myśli. W duchu obiecałam sobie, że później nad tym pomyślę i zdecyduję, jak to powiedzieć. Właśnie - powiedzieć mu i jego braciom, że pomimo tak niewielkiego stażu znajomości, czuję do nich wielką sympatię.
Zresztą trudniej jest coś zrobić, niż sobie to tylko postanowić.
- Może być - zgodził się, wstał od stołu i wylał kawę do zlewozmywaka, a następnie otworzył prawie że pustą lodówkę. - Co my tu mamy? Jajko... Poprawka - dwa jajca... I masło. W sam raz na jajecznicę na dwie osoby.
"A co jeśli on mnie nawet nie lubi? Jeśli tak, to wszystko, co chciałabym mu powiedzieć, straciłoby sens..."
Seiya zabrał się za jajecznicę, natomiast ja nastawiłam wodę na herbatę i ukroiłam dwie grube pajdy chleba.
- Seiya-kun? - szepnęłam odwracając się w jego stronę. Chłopak spojrzał na mnie spod przymrużonych powiek.
- Co?
- Tak właściwie to dlaczego tu przyszedłeś? -  wyrzuciłam z siebie.
- Nie rozumiem, o co ci chodzi, Kao-chan - odparł, zmniejszył gaz na kuchence i oparł się swobodnie o krawędź blatu kuchennego.
- No bo... - jęknęłam. "Jak by mu to wytłumaczyć?" - Bo... No wiesz... Wcale nie musiałeś do mnie przychodzić i dotrzymywać mi towarzystwa. Mogłaś zostać w domu z Yatenem i Taikim albo... Robić po prostu coś innego...
Długowłosy roześmiał się krótko.
- Ale jestem tu i nic na to nie poradzisz - odpowiedział, przysuwając się bliżej mnie. - Wiesz, Kao-chan, znam cię zaledwie od wczoraj, ale czuję się tak, jakbyśmy się znali już do wielu lat. - Poczułam jego ciepłe dłonie na swoich ramionach - był to gest pełen otuchy i niezaprzeczalnej troski. - I myślę, że moim zadaniem jest przy tobie być i... Cię chronić. - Te ostatnie słowa wypowiedział delikatnym szeptem, tak że w jednej chwili po całym moim ciele rozlało się przyjemne ciepło.
Przez następne dziesięć sekund nie zwracałam już choćby najmniejszej uwagi na to, co działo się wokoło. Nic nie mogło mnie wyrwać z tego snu: ani gwiżdżący czajnik, ani przypalająca się jajecznica.
W jednej chwili Seiya nachyliłam się do mnie i delikatnie ujął moją twarz w dłonie, a w następnej już czułam jego ciepły oddech na policzkach. W trzeciej zarzuciłam mu instynktownie ręce na szyję - byłam zbyt oszołomiona, żeby w jakiś sposób się przeciwstawić temu, co miało się stać. W czwartej Seiya oplótł mnie w talii, a w następnej... Tak, dobrze się domyślacie. Miało się wtedy stać to, o czym marzy każda dziewczynka na świecie.
Ale to się wcale nie stało.
Seiya jednym, lecz stanowczym ruchem odepchnął mnie od siebie i wymamrotał niezrozumiałe przeprosiny, pąsowiejąc przy tym od stóp po czubek głowy, po czym podbiegł do kuchenki w zamyśle uratowania tego, co z jajecznicy jeszcze pozostało.
Zaskoczona oparłam się o lodówkę i podniosłam dłoń do ust.
Dopiero po chwili doszło do mnie, co się stało...
... lub mogło się stać...
... albo może się w niedalekiej przyszłości zdarzyć.
"Dziś nie jest czas ani miejsce" - pomyślałam, zaparzając herbatę. - "Na razie pozostańmy przyjaciółmi, Seiyo. Pożyjemy, zobaczymy - może wtedy będzie odpowiedni moment."
Po cichu dodałam jeszcze:
"Może nie będę musiała wcale tak długo czekać..."



Ta chemia :D
Jak ja lubię szybko wprowadzać wątki miłosne :)